Szaleństwo w Filadelfii

Widok ze schodów Rockyego

Widok ze schodów Rocky'ego

Słowem wstępu

Philadelphia - miasto mające 1.5 mln mieszkańców, położone w stanie Pennsylvania, 3.5h od Nowego Jorku. Nazywane jest też "Philly" oraz "The City of Brotherly Love", są to niemal oficjalne "ksywki". Pierwsza jest dość oczywista, natomiast druga to przetłumaczona nazwa miasta, która pochodzi z greki. Miejsce jest warte odwiedzenia ze względu na dużo atrakcji turystycznych, co prawda głównie są to zabytki historyczne, ale  nie tylko.

Strasznie pozytywnie zaskoczyło mnie to miejsce, w końcu przeżyłem tam jeden z najbardziej szalonych dni (ale o tym w dalszej części) :-). Poza tym spotkałem mnóstwo niesamowicie pozytywnych i sympatycznych ludzi.

W tym poście opiszę bardziej swoje przygody z couchsurferami, a w następnym skupię się na lokalnych atrakcjach.

Philadelphia

Philadelphia

Couchsurfing po raz kolejny 

Tym razem przygarnął mnie gość, którego poznałem na spotkaniu couchsurferów w Central Parku.

Nie mieszkałem jednak bezpośrednio w Philadelphii - mój host miał dom w małym, nieturystycznym miasteczku Norristown, położonym 1h pociągiem z Philly. Gospodarz okazał się farmerem, w dodatku miał brata bliźniaka, rozróżnić ich można było po brodzie. Razem wyglądali dość zabawnie, hehe. Przez cały ten pobyt Caleb zapewnił mi dużo rozrywek, o których teraz opowiem nieco.

Caleb z bratem

Caleb (ten z lewej) z bratem

Phoenixville

phoenixville

Phoenixville - niestety nie mam swoich fotek :-)

Pierwszego wieczoru po przyjeździe zostałem zabrany na imprezkę do Phoenixville. Również małe miasteczko, ale strasznie klimatyczne w nocy, zupełnie jakbym się przeniósł do filmu z lat 80-tych. Na miejscu poznałem m.in. dwóch znajomych Caleba - Michaela i Dave'a. W życiu nie spotkałem tak sympatycznych i zabawnych ludzi jak oni.

Po amerykańsku

Market Street

Market Street

Trzeba przyznać, że Amerykanie są bardziej pozytywni i sympatyczni niż Polacy. Będąc w Stanach ciągle poznawałem jakiś nieznajomych, nawet nie wiedziałem kiedy i już rozmawiałem z kimś na ulicy, w autobusie, z kierowcą na przystanku itd. Nie wiem jak to się działo, tam po prostu ludzie są bardziej otwarci i przyjaźnie nastawieni.

Kolejnym przykładem może być sytuacja, w której automat do biletów kolejowych nie akceptował mi karty i nie miał wydać z 50$. Zaczepiłem jakąś kobietę i spytałem czy ma rozmienić, okazało się, że niestety nie, ale ostatecznie postanowiła mi kupić bilet za 15$. Widać różnicę w podejściu, w Polsce nikt by sam z siebie nie zaproponował czegoś takiego.

W Waszyngtonie też mi się zdarzyło, że nie było jak wrócić po zakrapianym wieczorze (nie miał kto prowadzić samochodu), no ale znajomy ludzi z którymi byłem mieszkał blisko i postanowił nas przenocować. Nie było problemem, że zna mnie od kilku godzin :-).

Wiadomo, że w każdym kraju są różni ludzie i nie można generalizować, ale ogólnie więcej pozytywnych osób można spotkać w USA, zresztą zaraz opiszę kolejną przygodę, która potwierdzi to.

Filadelfijska gorączka sobotniej nocy

Super Soaker Battle Kolejny dzień był niesamowity. Osoba, u której spałem zorganizowała dla couchsurferów bitwę na pistolety na wodę zwaną "Super Soaker Battle". Przyszło około 90 osób, w okolicach muzeum sztuki zapanowało szaleństwo. Wszyscy biegali strzelając ze swoich karabinów i pistoletów. Turyści byli nieco zdezorientowani, hehe :-).

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Na uroczyste zakończenie bitwy postanowiliśmy wbiec z okrzykiem całym tłumem po schodach Rocky'ego. Wystraszyliśmy przy tym trochę turystów, hehe.

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Super Soaker Battle

Malarze Po bitwie spotkaliśmy się z częścią osób. Ostatecznie skończyło się na pójściu z nowo poznaną ekipą do mieszkania jednej z osób, która mieszkała w centrum. Znalazło się też ciekawe zajęcie w postaci bazgrania po ścianach :D.

Malowanie ścian

Malowanie ścian

Night club Po tym wszystkim dziewczyny stwierdziły, że chcą zobaczyć jak to jest w strip clubie, bo jeszcze nie były. W dodatku słyszały jakieś dziwne ploty o jednym miejscu i chciały tam pojechać. Faktycznie było to dziwne miejsce, szczególnie, że gościem pilnującym panienek był dziadek z psem, hehe. W ogóle wejście wyglądało jak do jakiegoś tajnego miejsca, żadnych reklam, tylko zwykłe drzwi i ochroniarz przed nimi. W środku skanowanie dowodów - z początku nie wiedziałem co jest grane, ale później w necie wyczytałem, że dość często to robią w USA.

Wschód nad Atlantykiem

Belmar Beach, NJ

Belmar Beach, NJ

Nieco później, jakoś ok 3:00, padło "zróbmy coś szalonego". Ktoś zaproponował, żeby pojechać nad ocean i wskoczyć o wschodzie słońca do Atlantyku. Wszystkim się to spodobało i ruszyliśmy samochodem w stronę wybrzeża w New Jersey.

Dojazd na Belmar Beach zajął dwie godziny, ale w międzyczasie pospaliśmy w samochodzie. Wybrzeże okazało się super, szczególnie rano, gdy jeszcze było pusto. Pełno ładnych domków tuż przy plaży, fajnie byłoby mieszkać w takim miejscu. Udało nam się akurat dotrzeć przed 6:00 na wschód słońca, więc szybko wskoczyliśmy do oceanu. Woda była trochę zimna, ale warto było!

To już ostatnia z atrakcji tego szalonego dnia, a wszystko to z dopiero co poznaną ekipą! Ogólnie super przygoda i bardzo pozytywni ludzie! Chyba mój najlepszy dzień w USA.

Belmar Beach, NJ

Belmar Beach, NJ - Ja, April, Jordan, Lap, Coco, Caleb

Belmar Beach, NJ

Belmar Beach, NJ

Booking.com
Booking.com

Podobne:

Translate »