Alpy Sunnmøre – śladami żubrów

Pośród norweskich gór

Kierunek Barstadvik

Po zdobyciu szczytu góry Storhornet, przyszedł czas wyruszyć do miejscowości Barstadvik, która jest bramą do szlaków w Alpach Sunnmøre. W tym celu udałem się na dworzec autobusowy w Ålesund. Przejazd zajmuje około godziny i wymaga przeprawy promem. Czas w autobusie mija jednak szybko, jako że dookoła rozciągają się bardzo przyjemne widoki.

Okolice Barstadvik

Okolice Barstadvik

Stopem w góry

Krąży opinia, iż w Norwegii nie jest łatwo złapać stopa. Nawet pojawiają się sposoby, które mają to zadanie ułatwić. Niektórzy sugerują, że przyczepienie norweskiej flagi do plecaka pomaga. Niestety ja na łapanie stopa nie miałem za bardzo czasu, jednak jak się okazało, to stop znalazł czas dla mnie.

Zmierzałem szybkim krokiem w kierunku gór. Od przystanku w Barstadvik do początku szlaków trzeba pokonać około 4.5 km. Nie przeszedłem nawet jednego kilometra, gdy nagle zobaczyłem zatrzymujący się obok mnie samochód. Po chwili kobieta opuściła szybę i zaproponowała, że podrzuci mnie na szlak.

Może cała sztuczka polega na tym, aby nie łapać stopa? Wtedy to on złapie Ciebie :-)!

Barstadvik

Barstadvik

Żubr na szlaku

Wyruszyłem ścieżką w kierunku doliny Molladalen. Zmuszając nogi do walki z licznymi "schodami" i skałkami, wspinałem się coraz wyżej. Krajobrazy, ładna pogoda i świeże powietrze rekompensowały wysiłek. Po drodze spotkałem mnóstwo ludzi, z którymi miałem okazję porozmawiać (uroki podróżowania samemu).

W połowie trasy poznałem dwóch młodych Norwegów. Podczas krótkiej rozmowy dostrzegłem z boku plecaka puszki z napisem Żubr. Spojrzałem podejrzliwym wzrokiem i spytałem czy jest z Polski. Okazało się jednak, że piwa dostał od znajomego. Mimo to dowiedziałem się czegoś nowego o tym kraju - Żubr napędza górskie wyprawy również w Norwegii.

Szlak do Molladalen

Szlak do Molladalen

Potok w okolicy Molladalen

Potok w okolicy Molladalen

Poza szlakiem

Była to już druga góra, na którą wspinałem się tego dnia. Spodziewałem się dolinki, którą spokojnie dojdę do jezior, gdzie rozbiję namiot. Jednak trasa okazała się dużo bardziej wymagająca.

Okolice Molladalen

Okolice Molladalen

Wszystko zapowiadało się świetnie, dopóki nie dotarłem do skrzyżowania u szczytu góry. Do wyboru była skalna ścianka z łańcuchami lub ścieżka okrążająca szczyt. Zmierzałem do doliny, więc bez żadnych wątpliwości stwierdziłem, że szlak prowadzi obok szczytu (nigdzie nie było oznakowania).

Droga robiła się coraz węższa, ledwo dało się postawić dwa buty obok siebie. Po prawej stronie miałem spore zbocze kończące się u brzegu rwącego potoku, a po lewej ścianę porośniętą krzakami. Jakoś szedłem przyklejony do roślinek, gdy w końcu dotarłem do nieszczęsnego miejsca, w którym szlak przecinała ostro pochylona skała (na zdjęciu widać okolice, jednak to miejsce jest prawdopodobnie gdzieś trochę niżej).

Okolice trudnego odcinka (źródło: youtu.be/dlUH0CT2bu4)

Okolice trudnego odcinka (źródło: youtu.be/dlUH0CT2bu4)

Nie było żadnych łańcuchów, ani czegokolwiek co pozwalało się złapać. Jedyną możliwością było przejście po pochylonej płycie (pod kątem około 45° w kierunku zbocza). Do tego 20-kilogramowy plecak znacznie utrudniał balansowanie.

Kompletnie nie miałem pomysłu jak pokonać ten fragment, a próbowałem dwa razy. Stwierdziłem, że nie jest to na moje możliwości (szczególnie z takim plecakiem) i z bólem zawróciłem. Jak się później okazało, szlak prowadził właśnie przez szczyt. Natomiast droga, którą próbowałem przejść, to prawdopodobnie nie był nawet szlak, a jakaś wydeptana ścieżka. Niestety następnego dnia już zabrakło czasu na pokonanie tej trasy jeszcze raz (tym razem dobrej).

Hotel miliona gwiazd

Nocleg w okolicy Molladalen

Nocleg w okolicy Molladalen

Wracając w kierunku Barstadvik, szukałem po drodze miejsca na rozbicie namiotu. Niestety cały teren był podmokły, podobnie jak na wyspie Godøya. W końcu udało mi się znaleźć jedyne suche i w miarę płaskie miejsce, tuż przy samym szlaku.

Na szczęście w Norwegii jest dość bezpiecznie (o ile nie trafimy na Breivika), więc specjalnie się nie martwiłem lokalizacją. Co ciekawe w nocy dużo osób zmierzało z czołówkami w kierunku gór, zatem co jakiś czas miałem dyskotekę w namiocie. Widocznie nocne wędrówki są tam w modzie.

Znajdowałem się otoczony górami, daleko od miast, zatem w nocy panowała całkowita ciemność. Nawet księżyc gdzieś się schował. Niebo było powalające, niezakłócone miejskim światłem biło blaskiem milionów gwiazd. Nawet dało się dojrzeć drogę mleczną (gdybym tylko miał statyw). Nigdy wcześniej nie widziałem tylu gwiazd.

Powrót do Ålesund

Następnego dnia wróciłem do Ålesund, gdzie miałem spędzić ostatnią noc w Norwegii, jednak sprawy potoczyły się w niespodziewanym kierunku...

Punkt widokowy Aksla

Zmęczenie po poprzednim dniu i powrocie pieszo do Barstadvik dawało się we znaki. Zdecydowałem się jednak pokonać 418 schodów i zobaczyć widoki z najbardziej znanego punktu w Ålesund - Aksla. Było warto. Z jednej strony panorama na miasto i okoliczne wyspy, a z drugiej na Alpy Sunnmøre. Pogoda dopisywała, więc tym bardziej było co podziwiać.

Ålesund

Ålesund

Punkt widokowy Aksla

Punkt widokowy Aksla

Piknik na wyspie Hessa

Muszę przyznać, że odkąd zacząłem podróżować, dostrzegłem jedną niezmienną prawdę - szczęście sprzyja podróżującym. Zupełnym przypadkiem po rozmowie na szczycie Storhornet, zostałem podrzucony w okolice Ålesund, później kobieta podwiozła mnie na szlak, a teraz...

Szczęście sprzyja podróżującym.
Hessa

Hessa

Zmęczony usiadłem w miejscu piknikowym na wyspie Hessa, tuż przy małej plaży. Dookoła było sporo ludzi, ale musiałem trochę odpocząć. Po kilku minutach podszedł do mnie pewien mężczyzna. Pogadaliśmy chwilę, powiedział, że jest nauczycielem w szkole międzynarodowej w Ålesund i mają tutaj piknik integracyjny. Poczęstował mnie nawet jedzeniem z grilla.

Później jeszcze chwilę rozmawialiśmy i zapoznał mnie ze swoimi znajomymi. W pewnym momencie stwierdził, że w sumie to ma trochę miejsca na podwórku i mogę się rozbić u niego, jeśli chcę. Opcja była o tyle ciekawa, że mieszkał w górach, tuż nad samym fiordem, we wiosce Mørkeset. Trochę bym się obawiał, ale że był z córką, to wątpliwości zniknęły i chętnie się zgodziłem. Nawet zaoferował, że następnego dnia zawiezie mnie na lotnisko.

Widok z wyspy Hessa

Widok z wyspy Hessa

Kąpiel we fiordzie

Już przed wyjazdem chodziła mi po głowie myśl kąpieli we fiordzie. Niezwykłym przypadkiem, dzięki nowej znajomości, miałem taką możliwość. Po czterech dniach bez porządnego prysznica, pomysł stał się jeszcze bardziej kuszący. Temperatura wody wynosiła około 13 °C, ale nie zniechęciło mnie to.

Okolice Mørkeset

Okolice Mørkeset

Nietypowy nocleg

Wieczorem, gdy już miałem rozkładać namiot, Paul zaproponował, że w sumie stoi pusty domek dziecięcy na podwórku i mogę się tam przespać. Co więcej podciągnął mi kabel z prądem, wstawił piecyk elektryczny, dał lampkę i jeszcze przyciągnął szlauch, żebym miał dostęp do wody.

Kto by pomyślał, że takie przygody mnie spotkają. W końcu ile osób może powiedzieć, że spało w domku dziecięcym nad fiordem? Jeszcze kilka godzin wcześniej po prostu szedłem przespać się na wyspie! Paul i jego rodzina okazali się świetnymi ludźmi, ich gościnność i otwartość była dużą niespodzianką. Dalej mam z nimi kontakt i pewnie jeszcze się zobaczymy, gdy będę w okolicy.

Jakość podróży mierzy się w liczbie poznanych przyjaciół, a nie przejechanych kilometrach - Tim Cahill

Ostatni nocleg :)!

Ostatni nocleg :)!

 
Booking.com
Booking.com

Podobne:

  • Klaudia Megger

    Świetne posty, właśnie zastanawiam się nad zakupem biletów do Alesund. Jestem ciekawa w jakim miesiącu byłeś? ;)
    Pozdrawiam

    • Dziękuje :), byłem we wrześniu i trafiłem na bardzo ładną pogodę. Chociaż każdy Norweg jakiego spotkałem zaczynał rozmowę od tego, że mam szczęście do pogody, bo zazwyczaj jest paskudnie :D.

Translate »