Wąwóz Darialski – wycieczka na dwóch kołach

Wąwóz Darialski - punkt widokowy

Wąwóz Darialski - punkt widokowy

W okolicy Stepantsmindy, a w zasadzie zaraz za jej granicą, rozpoczyna się Wąwóz Darialski zwany "Wrotami Kaukazu". Ciągnie się aż do Rosji, a jego głębokość dochodzi do 1000 m.

Dwa koła i do przodu

Droga do wąwozu wiedzie asfaltem z bardzo wąskim poboczem, postanowiłem więc wybrać rower jako środek transportu. Tylko gdzie w wiosce, którą zamieszkuje 2000 ludzi, znaleźć wypożyczalnie rowerów? Jak się okazuje wszystko jest możliwe.

Właścicielka, u której nocowałem, podpowiedziała, żeby spróbować w Rooms Hotel Kazbegi. Jest to dość nietypowe miejsce, gdyż cała wioska wygląda biednie, wszędzie krowy, świnie, a tu na wzgórzu wyrasta niczym zamek luksusowy hotel, w którym ceny za noc rozpoczynają się od 700 zł.

Rooms Hotel Kazbegi

Rooms Hotel Kazbegi

W hotelu okazało się, że rowery są... ale tylko dla gości. Pani na recepcji poleciła mi sprawdzić w okolicach głównego placu. W końcu znalazłem wypożyczalnię tuż obok postoju marszrutek.

Wypożyczalnia

Siedziba firmy dopiero powstawała, wyglądało to bardziej na miejsce handlu narkotykami, niż wypożyczalnię. W środku budynku wszystko było w stanie surowym, wszędzie porozwalane materiały budowlane, brak okien, schody bez barierek itd. Po dotarciu do "pokoju szefa", po środku tego bajzlu stało biurko, przy którym obsługiwano klientów :-).

Nie zwlekając wypożyczyłem rower na cały dzień i ruszyłem Gruzińską Drogą Wojenną w kierunku granicy z Rosją.

Wąwóz Darialski

Wąwóz Darialski

Wąwóz Darialski

Wąwóz Darialski

Wąwóz Darialski

Tuż po przekroczeniu granicy wioski, ukazuje się ogromny wąwóz. Pierwsze co uderza po jego zobaczeniu to głębokość i szum rwącego potoku. Zdjęcia niestety nie oddają tak tej wysokości.

Już na pierwszych kilometrach trasy zauważyłem niepokojącą tendencję - droga cały czas schodziła w dół, nie musiałem nic pedałować. Co prawda jechało się bardzo przyjemnie, ale zdawałem sobie sprawę, że w drugą stronę będzie ciężko.

Tunel

Po drodze nie mogło zabraknąć atrakcji. Okazało się, że trasa prowadzi przez nieoświetlony i nieposiadający wentylacji tunel. No nie jest to najbezpieczniejsze miejsce dla rowerzysty...

Jako człowiek przygotowany na wszystko, dumnie wyjąłem czołówkę i ruszyłem w głąb, niczym Tomb Rider na rowerze. Za każdym razem, gdy zbliżało się zza pleców światło, zastanawiałem się "widzi mnie czy nie?".

Jak się szybko okazało, moja latarka nie była w stanie poradzić sobie z ciemnościami i gęstą mgłą wywołaną wilgocią oraz spalinami samochodowymi. Widziałem tylko jakieś 40 cm przed moim przednim kołem. Wszędzie dookoła walały się kamienie, czułem, że zaraz skończę pod kołami samochodu.

Wjazd do tunelu w kierunku Kazbegi

Wjazd do tunelu w kierunku Kazbegi

Na domiar złego, jest to główna trasa transportowa do Rosji, bodajże jedyna w tym rejonie, która pozwala przejechać przez Kaukaz, stąd też nazwa wąwozu "Wrota Kaukazu". Zastanawiałem się co pierwsze mnie zabije - spaliny w powietrzu, czy samochód ciężarowy.

Po jakiś 100 m postanowiłem, że jednak bezpieczniej będzie przejść piechotą. Na szczęście był krawężnik, na którym jedna osoba była w stanie się zmieścić. Idąc w ten sposób i prowadząc rower jezdnią udało się dotrzeć do końca tunelu.

W drodze do Gweleti

W okolicy wąwozu jest jeszcze jedno ciekawe miejsce - wodospad Gweleti. Wejście na szlak rozpoczyna się z wioski oddalonej o 7 km od Stepantsmindy, czyli spokojnie w zasięgu roweru. Postanowiłem połączyć to z wycieczką do wąwozu, jako że i tak jechałem w tamtym kierunku. Po drodze zrobiłem sobie krótką przerwę, wtedy też poznałem grupkę bardzo sympatycznych Polaków.

Krótki pit-stop

Krótki pit-stop

W Gweleti podobno kiedyś był posterunek wojskowy i aby zrobić sobie wycieczkę do wodospadu, potrzebny był papier. Teraz na szczęście po okolicy można poruszać się swobodnie. We wiosce stoi jedynie kilka domów na krzyż, brakuje też drogowskazu do wodospadu. Szlak zaczyna się po lewej stronie wioski (patrząc na nią z drogi).

Gweleti (po prawej)

Gweleti (po prawej)

Gweleti

Gweleti

Gweleti - tiry czekające na odprawę celną

Gweleti - tiry czekające na odprawę celną

Na szlaku do wodospadu

Początkowy odcinek szlaku pokonałem na rowerze, trochę rzuca na nierównościach, ale da się jechać. Niestety w pewnym momencie droga się zwęża i zaczyna się typowo górska ścieżka. Pojawił się problem co teraz zrobić z rowerem. Jako że szczęście sprzyja podróżującym, w okolicy znalazły się tajemnicze porzucone kontenery mieszkalne. Do jednego z nich przypiąłem rower.

Stare kontenery mieszkalne i mój przypięty rower

Stare kontenery mieszkalne i mój przypięty rower

Wodospad

Szlak był ciekawszy niż się spodziewałem. Szczególnie pod koniec rozciągały się kapitalne widoki. Miejsce otoczone jest ze wszystkich stron górami i sprawia wrażenie, jakby człowiek stał pośrodku dżungli.

Może nie była to Niagara, ale huczał głośno i był największym wodospadem jaki do tej pory widziałem. Otaczające go krajobrazy sprawiły, że warto było zrobić sobie tę wycieczkę.

Wodospad Gweleti

Wodospad Gweleti

Wodospad Gweleti

Wodospad Gweleti

Vasili

Vasili (fot. bezodbioru.pl)

Vasili (fot. bezodbioru.pl)

Wracając razem z wcześniej poznanymi Polakami, trafiliśmy na dole szlaku na Wasilija. Jest to człowiek legenda, nie da się chyba przyjechać do Kazbegi i go nie poznać. Facet z niezwykłą charyzmą, który posunie się do wszystkiego, aby tylko pozyskać klienta.

Moi współtowarzysze wybierali się do Mestii następnego dnia, więc ten od razu zaczął wciskać im nocleg i wydzwaniać po znajomych. Człowiek biznesu z krwi i kości. Ja również miałem tam jechać za dwa dni, ale powiedziałem, że mam już nocleg i dał mi spokój. Pozostali wzięli od niego nr telefonu z namiarem na kwaterę i pojechali z powrotem do Kazbegi.

Później spotkaliśmy się w barze i jak się okazało, w drodze powrotnej Wasilij dogonił ich samochodem, zrównał się z nimi i zaczął wykrzykiwać przez okno pędzącej taksówki dlaczego jeszcze nie zadzwonili zarezerwować kwatery.

Ghost Town - zmarli właściciele guest house'ów

Vasili (fot. whoknowswheretonext.blogspot.com)

Vasili (fot. whoknowswheretonext.blogspot.com)

Wasilij nie przebiera w środkach, aby ściągnąć klientów do siebie. Dowiedziałem się od Mai, że potrafi dorwać jej klientów, którzy pytają o drogę i wmówić im, że Maja już nie żyje... Po czym na otarcie łez oferuje nocleg u siebie.

Więcej ciekawych historii o Wasiliju można przeczytać tutaj :-).

Powrót na różowo

Powrót do Kazbegi

Powrót do Kazbegi

Powrót na rowerze był okropną męczarnią, pedałowałem jak szalony, a przemieszczałem się tyle co nic. W końcu stwierdziłem, że szybciej będzie na piechotę. Faktycznie okazało się, że prowadzenie roweru jest dużo bardziej efektywne niż jazda na nim pod górę.

Po dotarciu do Kazbegi stwierdziłem, że mam dziwnie różowe ręce. Tego dnia było pochmurno i niezbyt ciepło, więc jeździłem w kurtce. Zapomniałem jednak, że na tej wysokości (ponad 1700 m n.p.m.) słońce świeci nieco inaczej niż w niższych partiach i przez to spiekłem sobie dłonie, hehe. Zatem warto pamiętać w Gruzji o kremie przeciwsłonecznym na rower ;-).

Jeszcze na koniec interesująca drewniana konstrukcja z drogi do Gweleti:

"Solidna" konstrukcja

"Solidna" konstrukcja

Booking.com
Booking.com

Podobne:

  • Ewka

    Hej, jaka jest cena za wypożyczenie roweru w Stepancmindzie? Pozdrawiam

Translate »