W cieniu góry Kazbek

Gruzińska Droga Wojenna

Pędziliśmy w rajdowym tempie Gruzińską Drogą Wojenną, która jest zarazem jedyną prowadzącą do Kazbegi. Mimo iż nazwa brzmi jakby potrzeba było czołgu do jej przejechania, wystarczy nam dobrze rozpędzona marszrutka z silnikiem, który poradzi sobie na górskich podjazdach.

Przez całą podróż otaczają nas przepiękne krajobrazy górskie (oraz szaleni kierowcy, oczywiście). Nie dość, że droga prowadzi do jednego z najciekawszych regionów Gruzji, to jeszcze dodatkowo mamy okazję zatrzymać się w dwóch bardzo znanych miejscach. Pierwszym jest twierdza Ananuri na tle przypominającym norweskie fiordy, a kolejnym Przełęcz Krzyżowa (2395 m n.p.m., niemal jak Rysy), z której rozciąga się genialna panorama na góry. Jako że wysokość jest bardzo przyzwoita, to nie mogło zabraknąć tarasu widokowego. Dodatkowo ozdobiony jest ciekawie wyglądającą mozaiką, która powstała z okazji upamiętnienia rocznicy podpisania traktatu przyjaźni rosyjsko-gruzińskiej.

Twierdza Ananuri

Okolice twierdzy Ananuri

DSC_2000

Okolice twierdzy Ananuri

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Przełęcz krzyżowa

Taras widokowy z mozaiką

Przełęcz krzyżowa

Przełęcz Krzyżowa

Wysokość wg GPS na przełęczy krzyżowej

Wysokość wg GPS na Przełęczy Krzyżowej

Kazbegi / Stepantsminda

Kwatery

Przed wyjazdem naczytałem się, że w małych wioskach jest problem z angielskim, w niektórych brakuje ciepłej wody, nie mówiąc o innych wygodach. Człowiek ogólnie nastawił się na lekki survival, więc nawet nie szukałem kwater w internecie, zamierzałem znaleźć coś na miejscu.

Znudzony w drodze do Warszawy, skąd miałem wylot, postanowiłem zajrzeć z ciekawości na booking.com. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ukazała się spora lista kwater, z czego duża część w przyzwoitej cenie 20 GEL/noc (~32 zł). Pomyślałem, że w takim razie nie ma co marnować czasu na bieganie od drzwi do drzwi i zarezerwowałem pokój jednoosobowy.

Meta

Minęliśmy linię mety w postaci znaku Stepantsminda. Dawniej wioska nazywała się Kazbegi, stara nazwa nie wyszła jednak jeszcze z obiegu i bez problemu można się nią posługiwać (czasem nawet tak jest łatwiej). W końcu dotarłem na kwaterę. Głuchy na jedno ucho (od przeciągu w samochodzie), ale ciesząc się, że mój żywot potrwa przynajmniej jeszcze kilka dni - do czasu następnej podróży marszrutką. 

Kazbegi oraz góra Kazbek

Kazbegi oraz góra Kazbek

Kazbegi oraz góra Kazbek

Kazbegi oraz góra Kazbek

Na kursie i ścieżce z rzeczywistością

Niby miało być ciężko, a tutaj proszę, dostałem pokój, który prawdopodobnie kiedyś należał do córki właścicielki. Miałem nawet do dyspozycji komputer stacjonarny, WiFi, wieżę stereo oraz niezbędne wyposażenie każdego samotnego podróżnika - wielkiego, pluszowego misia :). Gospodyni po angielsku nie mówiła, ale za to córka już tak, więc nie było problemu, żeby wszystko ustalić.

Pokój w Marina Guest House

Pokój w Marina Guest House

Nie tracąc czasu wywaliłem wszystko z plecaka, zostawiając tylko rzeczy potrzebne w górach. Była godzina 15:00, gdy wyruszyłem do jednego z najbardziej znanych miejsc w Gruzji - kościółka Cminda Sameba na górze pod Kazbekiem.

Droga na szczyt prowadzi przez centrum Kazbegi oraz przyległą wioskę Gergeti, zatem miałem chwilę, żeby rozejrzeć się po okolicy. Bardzo szybko można było wyczuć wiejski klimat. Mimo iż nie przywykłem do wiejskiego życia, to jest to jednak bardzo miła odmiana móc usłyszeć własne myśli, zamiast ryku samochodów. Pierwsze co rzuca się w oczy to wszechobecne krowy - co krok to krowa, a co za tym idzie trzeba uważać gdzie się je stawia, jako że raczej nikt po nich nie sprząta.

Człowiek uświadamia sobie jak bardzo jest obcy w wiejskim świecie, gdy zastanawia się czy to wściekle wyjące zwierze jest groźne czy nie. Niby zawsze uważałem krowy za spokojne zwierzęta, których jedynym celem życia jest wcinanie zielonej trawki, a nie chuliganka. Jednak gdy zacznie muczeć taka, jakby ją obdzierano ze skóry, to nagle pojawiają się wątpliwości. Większość z nich była jednak spokojna, ale trafiały się też krzykliwe okazy. Te opanowane często omijały mnie jak największym łukiem, widać też nie były pewne czy Polacy są groźni :-).

krowy

Krowy z gatunku spokojnych

Wędrując przez Kazbegi mijamy małe sklepiki, na głównym placu znajduje się kilka kawiarni i restauracji, jest nawet wypożyczalnia rowerów (co ciekawe właścicielem jest firma z Krakowa). Znajdziemy tutaj również Market Google, poszerzony o ofertę win oraz piw. Ogólnie jest bardzo przystępnie dla mieszczuchów.

Turystyka prężnie się rozwija w Kazbegi, więc lokalni ludzie postanowili wykorzystać okazję oferując w niewygórowanych cenach (na pewno taniej niż bryczką do Morskiego Oka) transport jeepem na szczyt. Co ciekawe większość turystów to Polacy, nic tylko czekać, aż wyrosną Krupówki. Cytując poznanego w Kazbegi Polaka: "Im wcześniej do Gruzji, tym lepiej".

Google Market

Market Google

Kazbegi

Kazbegi

Kazbegi

Kazbegi

Wioska Gergeti

Wioska Gergeti

Droga do Cminda Sameba

Droga do Cminda Sameba

Wioska Gergeti

Wioska Gergeti

Widok na Gergeti i Kazbegi

Widok na Gergeti i Kazbegi

Bujając w obłokach

Po drodze do Cminda Sameba jedną z głównych atrakcji były tumany kurzu spod jeepów. Cytując w głowie "i choćbym kroczył ciemną (od kurzu) doliną...", maszerowałem dalej. Po około 1.5h wędrówki zacząłem dostrzegać przebijające się promienie słoneczne z polany rozciągającej się na szczycie. Głód nie doskwierał, gdyż miałem żołądek pełen wegetariańskiego pyłu. Rozganiając ostatnie warstwy chmury, wyłoniłem się z niej niczym feniks z popiołu... albo kominiarz.

Pomimo kilograma pyłu w płucach, warto było zobaczyć krajobraz rozciągający się wokół kościoła. Tą wycieczką zakończyłem pierwszy dzień w Gruzji.

Polana pod Kazbekiem

Polana pod Kazbekiem

Cminda Sameba

Cminda Sameba

Krajobraz wokół Cminda Sameba

Krajobraz wokół Cminda Sameba

Zakurzona droga na górę

Zakurzona droga na górę

Cminda Sameba / kościół św. Trójcy

Cminda Sameba / kościół św. Trójcy

Kazbek

Polana z widokiem na górę Kazbek

Mnich z Cminda Sameba

Mnich z Cminda Sameba

Ja :-)

Ja :-)

Booking.com
Booking.com

Podobne:

  • http://bezbrzeznemysli.blogspot.com/

    Widoki fantastyczne. Poziom adrenaliny podniosły mi tunele na GDW … to dopiero była jazda… czy tir zahaczy o sklepienie tunelu czy tez nie?

  • Justyna

    A co było dalej? Opiszesz kolejne dni? :)

    • Wojciech Kulik

      No jasne, że opisze :). Trochę mi się nawarstwiło ostatnio wypraw i nie nadążam pisać, ale do postów o Gruzji planuje wrócić po powrocie z Paryża.

      Poza tym czeka jeszcze Dubaj, Abu Dhabi i Vancouver :D.

Translate »